Gosc powiedzial, ze da mi dobra stawke, jest tylko jeden warunek - musze wynajmowac od niego mieszkanie. A wiec dobra, zaczalem wynajmowac mieszkanie i zaczalem prace w jego firmie, wiesz - budowlanka. Mial kilkunastu ludzi. Remontowalismy mieszkania. Mial mnostwo zlecen. Firma miala spore obroty, robil swietna kase. Bral od nas depozyt - jak przyjelismy jakis sprzet a szefa nie bylo a towar byl uszkodzony, to potem nam odejmowal od pensji. Na przyklad wanna - gdzies tam byla stuknieta i juz po twojej pensji. Wiesz ile taka wanna kosztuje? Albo kibel? Co najmniej kilkaset funtow. Wiesz, Anglicy lubia dobrze mieszkac i maja kase. No wiec bral ten depozyt i duzo liczyl za mieszkanie. W pewnym momencie przestal nam wyplacac pieniadze. Wzial je i polecial do Polski stawiac chate z marmurow. Wrocil, ale kasy nie oddawal, latal samolotami do Polski. W koncu sie wkurzylem, powiedzialem, ze rezygnuje z pracy. Dobra, powiedzial, to wypadaj z mieszkania. W jednym momencie sie mialem znalezc na bruku. A nie, powiedzialem, nic z tego, wisisz mi 700 funtow, bede tutaj mieszkal, az je wymieszkal. Inni zrobili tak samo - wszyscy odeszli z pracy. W koncu jego firma padla, a my mieszkalismy na jego koszt, az musial zrezygnowac z mieszkan. Czasem go jeszcze widze w autobusie od Polski, siedzi ze spuszczona glowa, nie odzywa sie. Jak tylko mnie zobaczy, to ucieka. Teraz jest nikim.
Londyn...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz