sobota, 29 listopada 2008

Rikszarz

Jest otwarty. Jest silny. Jak wielu mu podobnych, jest niebanalny.
Jego spostrzegawczość jest wyostrzona. Podczas gdy jedzie ulicą i obserwuje drogę, jednocześnie wie co się dzieje na obydwu chodnikach. Kaźdy ruch ręki przechodnia mogący wzywać rikszę jest natychmiast zauważany. Potencjalny klient jest w mgnieniu oka oceniany pod kątem wypłacalności i wysokości stawki za przejazd, która zawsze jest negocjowalna. Sprawdzany jest ubiór (buty!), rasa, budowa ciała, uroda, sposób poruszania się. Jeźeli trzyma mapę, stoi zdezorientowany na rogu i próbuje odczytać nazwy ulic, bezradnie rozgląda się dookoła jakby się zgubił, spieszy się do teatru lub błądzi po China Town w poszukiwaniu baru, którego tam nie ma, to ma dodatkowe punkty - wielu klientów się z nich rekrutuje.
Rikszarz zna miasto. Ulice to dopiero początek. W zaleźności od swojej specjalizacji rikszarz zna setki restauracji jeźeli pracuje w dzień, lub setki barów i klubów jeźeli pracuje w nocy (to drugie jest bardziej opłacalne). Więcej - wie gdzie są strip-cluby (bary stripteasowe) i burdele. I jeszcze jedna ważna rzecz - gdziekolwiek się nie znajdzie, wie, gdzie jest najbliższy automat - klienci często zapominają, że skończyła się im gotówka.
Wstaje około trzeciej po południu, je śniadanie gdzieś między czwartą a szóstą i wyjeżdża na miasto. Po powrocie, tak koło czwartej rano, jest czas na obiad lub kolację. A może obiadokoloację?
Gdy oczy przyzwyczajają się  do światła latarni, a światło dzienne staje się zbyt rażąco jaskrawe; gdy nie myłeś się juź kilka ładnych dni, ani nie prałeś swoich ubrań, bo po co?; gdy tłum płynący ulicami staje się jak otwarta księga; gdy miasto staje się jak własna kieszeń wtedy tranformacja staje się kompletna.
Wtedy wiesz, że jesteś już Londyńskim Rikszarzem.

Brak komentarzy: